Gdy komunikacja „nie ogląda” własnego serialu

Duet Holoubek–Bajon to już marka sama w sobie. Gwarancja jakości w serialowym świecie. Wiemy, co dostaniemy i że warto poświęcić na to czas. Czy to znaczy, że promocja robi się sama? Otóż nie.

W komunikacji serialu „Heweliusz” postawiono na klasykę i pokazanie tego, co najlepsze: mocną historię, świetną obsadą i nazwiska twórców. Wszystko podane z przemyślanymi ujęciami z planu. Kampania była czysta w przekazie — informuje, o czym będzie, gdzie i kiedy oglądać. Tyle i aż tyle.

Czy marka obroni się sama?
I tak, i nie.

Holoubek i Bajon to twórcy, którym ufamy. Ich „Rojst” czy „Wielka woda” nauczyły nas, że dostaniemy historię dopracowaną w każdym szczególe. To kapitał nie do przecenienia. Ale sam kapitał nie wystarczy. Bo nawet najlepsza marka potrzebuje odpowiedniej komunikacji.

I tutaj ją dostaliśmy — komunikację dla szerokiej widowni, ale też dla fanów, którzy po seansie chcą jeszcze przez chwilę zostać w tym świecie. Kulisy planu, wywiady z twórcami, rozmowy o motywach i inspiracjach. Historia porusza, co widać po tym, jak mnożą się artykuły, wideo, posty. Działa.

W podobnym czasie — premiera „Czarnej śmierci”. Tu też postawiono na podobny zestaw: mocna obsada (z Cezarym Pazurą na czele), ujęcia z planu, kilka zdań o historii, która naprawdę się wydarzyła. Brzmi dobrze, prawda?
A jednak coś nie zagrało.

Bo sam serial… to już inna historia. Przypomina teatr telewizji. Ujęcia są nasyconą kolorem socjalistyczną kroniką, kończącą się fragmentem historii pokazanym w jednym miejscu i czasie. Groteska zderzona z tragedią. Ambitne, ale męczące. Nie kupuję tego miksu.

I tak — żałuję, że nie wiedziałam, na co się piszę, zanim wcisnęłam play. Z urywków, które widziałam wcześniej, nie wynikało, że to zabawa formą i miks gatunków. Wytrzymałam 30 minut, których już nie odzyskam.

Komunikacja w tym przypadku sprawia wrażenie prowadzonej w oderwaniu od samego serialu. Zamiast mówić do widzów, którzy lubią taką formę — poszła szeroko i bez wyczucia. A szkoda, bo dobrze dopasowany przekaz mógłby z „Czarnej śmierci” zrobić coś więcej niż tylko tytuł, który przemknął po premierowej ramówce.

To dobry przykład, że nawet najlepsza historia potrzebuje komunikacji, która zna swój ton i adresata. Promocja to nie tylko „mówienie o serialu” — to umiejętność zaproszenia odpowiednich ludzi do odpowiedniego świata.

Podobne wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *